Bezcenny diament, tajemniczy obraz, proroctwa i przepowiednie, czyli o tym, jak Maciej Siembieda historię ożywia

444Reporterska dbałość o szczegóły, szczypta ironicznego humoru i talent do snucia opowieści – to największe asy w rękawie pisarza Macieja Siembiedy. W powieści „444” opisuje historię „Chrztu Władysława Warneńczyka”, tajemniczego obrazu Jana Matejki i sekretnego proroctwa, które mówi o pojednaniu islamu z chrześcijaństwem. W książce „Miejsce i imię” prowadzi czytelników diamentowym szlakiem z przedwojennego Amsterdamu do hitlerowskiego obozu pracy, śladami genialnego jubilera Dawida Schwartzmana. W obu pozycjach fikcja literacka miesza się z historycznymi faktami, a efekty przykuwają uwagę.

Najciekawsze są historie, w których tkwi ziarno prawdy. A najlepiej cała garść.

Głównym bohaterem jest Jakub Kania, sprytny prokurator z Instytutu Pamięci Narodowej. Urzędnik natrafia na zagadkową sprawę obrazu Jana Matejki, „Chrzest Władysława Warneńczyka” („444”). Dzieło wielokrotnie ginęło w podejrzanych okolicznościach. Posmaku sensacji dodaje jeszcze plotka, że namalowano na nim sposób na pojednanie skonfliktowanych wyznawców islamu i chrześcijaństwa, że jest on związany z proroctwem, według którego co 444 lata pojawi się szansa na pokój między zwaśnionymi stronami. (Obraz możecie zobaczyć tutaj w cyfrowym muzeum)

Akcja pędzi na przód, zabierając czytelnika na wyprawę w czasie i w przestrzeni: do współczesnej Warszawy, do średniowiecznej Portugalii, w której toczyły się walki z Maurami (rekonkwista), do Rosji czasów Aleksandra II Romanowa, do pracowni Jana Matejki, a nawet daleko w przyszłość do 2332 roku. Każdy skok w przeszłość jest wiarygodny i pełen historycznych smaczków i ciekawostek np. czy Warneńczyk naprawdę umarł w bitwie pod Warną? A może jako Henrique Alemao osiadł na portugalskiej Maderze? (Niektórzy historycy doszukują się w nim nawet ojca Krzysztofa Kolumba?*)

 

444 Maciej Siembieda

 

Nie inaczej jest w powieści „Miejsce i imię”. Tu też Jakub Kania musi rozwikłać zagadkę z przeszłości i tu także autor prowadzi fabułę dwutorowo – tu i teraz oraz w czasach II wojny światowej. Z początku chodzi o odnalezienie miejsca pochówku holenderskich Żydów w hitlerowskim obozie na Górze Świętej Anny, jednak w trakcie śledztwa na jaw wychodzą nowe fakty – wśród więźniów była grupa jubilerów, sprowadzona specjalnie przez generała SS Albrechta Schmelta. Wkrótce sprawa skupia się na zaginionym diamencie, który, jak głosi legenda, poddano niespotykanej obróbce techniką czarnego szlifu. Klejnot jest niepowtarzalny i bezcenny.

Dziennikarz na tropie zagadki

W książkach „444” oraz „Miejscu i imieniu” widać wyraźnie wprawę autora w dociekaniu prawdy i reporterskie zacięcie w zdobywaniu informacji. W obu powieściach prowadzone są dwie linie czasowe – współczesna oraz zamierzchła, sięgająca od średniowiecza po czasy II wojny światowej. Pisarz świetnie się czuje wyłuskując najciekawsze zagadki przeszłości, jego wiedza oraz praca jaką musiał włożyć w zebranie materiału do budowy fabuły, robi wrażenie.

Nie powinno to jednak dziwić Maciej Siembieda ma doświadczenie w wyszukiwaniu informacji, jest cenionym dziennikarzem i reportażystą, trzykrotnym laureatem Nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, byłym redaktorem naczelnym kilku gazet regionalnych, wykładowcą. Przed powieściami beletrystycznymi publikował reportaże m.in.: „Gwiazdozbiór odmieńców” (1994 r.),  „Piątą porę roku” (1998 r.), „Reportaż po polsku” (2003 r.) czy „Podwieczorek oprawców” (2003 r.).

 

Miejsce i imię Maciej Siembieda

Maciej Siembieda – gawędziarz i erudyta

Czytając „444”, a zwłaszcza „Miejsce i imię”, nie raz i nie dwa razy przyjdzie Wam się roześmiać w głos. Pisarz umiejętnie snuje opowieść, dawkuje napięcie i zdobywa punkty u czytelnika za historyczne tło i wplecione ciekawostki. Całość jest napisana lekko i sprawnie, mimo dużej liczby bohaterów i zdarzeń, wszystko układa się w logiczną historię i czyta się z przyjemnością. Wiele postaci (zwłaszcza pyszałkowaty przełożony Jakuba Kani), autor opisał tak barwnie, tak ironicznie i żartobliwie, że nie sposób czasem zachować powagę.

W tym miejscu warto rozprawić się z reklamowymi hasłami i uogólnieniami jakie można spotkać w internetowych artykułach i recenzjach. Fajnie brzmią, są nośne, ale niewiele w nich prawdy.

Agent 007? Nie!

„444” oraz „Miejsce i imię” to dobre książki łączące w sobie (w różnych proporcjach) gatunki takie jak kryminał, powieść historyczna i sensacyjna. Nie jest to jednak w żadnym wypadku thriller (nie ma takiego napięcia, za to, jak wspomniałam wcześniej, bywa zabawnie ). Porównania do Dana Browna też są na wyrost, chociaż jest to znacznie lepszy trop niż wrzucanie powieści do jednego worka z thrillerami.

Błędem jest też pisanie, że główny bohater, Jakub Kania, to taki nasz nadwiślański agent 007. Spokojny prokurator, szczęśliwie zakochany w swojej żonie, dumny tata, bardzo by się zdziwił z przyrównywania go do kobieciarza ganiającego po świecie z bronią w ręku i rozbijającego drogie samochody. Możliwe nawet, że Maciej Siembieda wymyślając Jakuba Kanię stwierdził, że dość już tych detektywów/policjantów/agentów alkoholików i rozwodników pozbawionych odporności na przyciąganie bujnego biustu. Sympatyczny prokurator pod wieloma względami jest ich przeciwieństwem. Z dobrymi śledczymi łączy go za to inteligencja i szczęście.

 

Maciej Siembieda Miejsce i Imię Gambit

Czytać, nie czytać?

Gdyby jeszcze z mojego tekstu jasno nie wynikało, że owszem czytać, to dodam, że powieść „444” zdobyła statuetkę Grand Prix w konkursie „Brakującej litery” i tytuł  „Książki Roku 2017”. Głosy oddało 20 tysięcy czytelników.**

Teraz macie już komplet informacji. :)

 

Aha, w planach jest już trzecia powieść z Jakubem Kanią w roli głównej pt. „Gambit”.

 

*Manuel da Silva Rosa, Kolumb. Historia Nieznana. Dom Wydawniczy Rebis 2012

**Informacja zaczerpnięta z profilu autora na Instagramie